tajemnice kosmosu



czarna dziura rozrywa planetę





Po raz pierwszy w historii zaobserwowano jak czarna dziura rozrywa ogromną planetę z grupy super-Jowiszy lub niewielką gwiazdę typu biały karzeł. W roku 2011 naukowcy badali jedną z galaktyk, gdy w polu widzenia zauważyli błysk promieniowania rentgenowskiego pochodzący z innego obiektu. Udało się zidentyfikować jego źródło jako galaktykę NGC 4845, odległą o 47 milionów lat świetlnych od Ziemi. Galaktyka ta nigdy wcześniej nie była obserwowana w zakresie wysokich energii.
- Galaktyka NGC 4845 pojaśniała tysiąc razy, uzyskując maksimum blasku w styczniu 2011 roku, a później stopniowo słabnąc. Obserwacje były kompletnym zaskoczeniem, dotyczyły galaktyki, która była spokojna od co najmniej 20-30 lat - powiedział PAP dr Marek Nikołajuk, główny autor publikacji, która ukaże się w magazynie „Astronomy and Astrophysics”.
Analizy pozwoliły na oszacowanie masy czarnej dziury na 300 tysięcy mas Słońca. Błysk rentgenowski został zinterpretowany jako efekt rozerwania obiektu, który zbliżył się do czarnej dziury. Obiekt był 14-30 razy masywniejszy od Jowisza. W tym przedziale mas nie ma jasnej granicy pomiędzy wielkimi planetami a brązowymi karłami („nieudanymi gwiazdami”). Stąd naukowcy nie mają pewności czy rozerwana została ogromna planeta czy niewielka gwiazda.
Według naukowców na dwa-trzy miesiące przed rozbłyskiem wielka planeta (lub mały brązowy karzeł) zawędrowała zbyt blisko czarnej dziury. Olbrzymie siły pływowe spowodowały rozerwanie obiektu. Nie został on jednak zniszczony całkowicie.
- Około 10 proc. zewnętrznych warstw zostało wchłoniętych przez czarną dziurę, a reszta obiektu, w tym gęste jądro planety, zdołała odlecieć od czarnej dziury. Materia pochodząca od rozerwanego super-Jowisza po spirali spadała na czarną dziurę, rozgrzewając się do temperatury wielu milionów stopni Celsjusza i świecąc w zakresie rentgenowskim - wyjaśnił Nikołajuk.
Astronomowie obserwowali już wcześniej rozrywanie obiektów przez czarne dziury, ale tym razem po raz pierwszy mieli do czynienia z rozerwaniem tak małomasywnego obiektu, któremu dodatkowo towarzyszyło powstanie gorącej plazmy.
- Do tej pory obserwacje wskazywały, że w tego typu procesach powszechne jest małoenergetyczne promieniowanie rentgenowskie. Będzie musiało to zostać uwzględnione przez teoretyków analizujących tego rodzaju procesy – skomentował Nikołajuk.
Dr Marek Nikołajuk z Uniwersytetu w Białymstoku badania przeprowadził we współpracy z prof. Rolandem Walterem z Uniwersytetu Genewskiego w Szwajcarii. Jeżeli obiekt jest planetą, wyniki polskiego i szwajcarskiego astronoma staną się kolejną przesłanką potwierdzającą istnienie planet w innych galaktykach niż Droga Mleczna.








góra  strony...





Dorota Kuryło