tajemnice kosmosu



odgłosy obcych



Co jakiś czas w mediach słyszymy o dziwnych, niewyjaśnionych zjawiskach, czy wręcz "odgłosach" płynących do nas z kosmosu. Fakt, że owe zjawiska są czymś niespotykanym i że nie potrafimy ich logicznie wyjaśnić, kieruje nasze myśli na życzeniowe ścieżki tłumaczeń. Od dawna zastanawiamy się, czy jesteśmy sami, wyjątkowi, jedyni w kosmosie, czy też życie jest czymś powszechnym gdzieś w towarzystwie miliardów gwiazd. Oczywiście poszukiwania życia pozaziemskiego trwają i raczej (a w moim osobistym przekonaniu z pewnością) nie jesteśmy jedyni. Problem jednak tkwi w definicji i rozumieniu życia, naszej wyobraźni, która obce formy kreuje na podobne nam. Myśląc o obcych, widzimy wysoko rozwinięte cywilizacje, z techniką na dużo wyższym poziomie, dla nas jeszcze niedostępną, i co ważne, wyobrażamy sobie jednostki ukształtowane na nasz wzór, lub wręcz bliźniaczo podobne. Tyle przedstawia nam nasza wyobraźnia, choć możliwe formy życia, to zupełnie inny temat. A my, posłuszni naszej wyobraźni życzeniowo (bo bardzo byśmy chcieli jako ludzie, jednostki, by właśnie tak było) w różnych niezbadanych i niewyjaśnionych zjawiskach, czy sygnałach upatrujemy działania obcych.
Chyba pierwszą tego typu cywilizacją była cywilizacja marsjańska. Średnio co 15-17 lat występuje tzw. wielka opozycja, czyli największe zbliżenie Ziemi i Marsa. Kiedyś był to okres, w którym astronomowie wpadali w obsesję obserwacji Marsa. W 1877r. Giovanni Schiaparelli, włoski astronom, odkrył nazwane po włosku "canali", czyli sieć linii pokrywających Marsa. W późniejszych obserwacjach sensacyjne linie cudownie się rozmnożyły. Mieli w tym wkład m.in. Revard, Pickering i Lowell (fundator największego wówczas teleskopu w celu obserwacji Marsa) sugerując nienaturalne pochodzenie "kanałów". Ukazały się nawet publikacje m.in. Mercier pisał o pewności zamieszkiwania Marsa przez istoty rozumne, dysponujące wiedzą naukową, astronomiczną, obeznaną ze sztuką i przemysłem. Pisał o pewności potwierdzonej obserwacjami. Widoczne "kanały" miały być systemem nawadniającym, doprowadzającym wodę z topniejących czap polarnych w czasie wiosennej wegetacji na suchych terenach czerwonej planety. Co wiecej, matematyk Alan Webb po obliczeniach doszedł do wniosku, że sieć linii ("kanałów") na Marsie nie jest przypadkowa. Niestety, długo po Lowellu okazało się, że owe linie na Marsie, to jedynie optyczna iluzja, choć jeszcze pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku widniały na mapach, którymi posługiwało się NASA planując wysłanie pierwszych sond w kierunku Marsa.
W latach 60-tych ubiegłego wieku astrofizyk Nikołaj Kardaszew wierząc, że istnieją miliony cywilizacji, podzielił je na trzy kategorie: 1/ wykorzystujące wszystkie energetyczne zasoby własnej planety (my dopiero się do tego zbliżamy)
2/ wykorzystujące całą energię własnej gwiazdy
3/ korzystające z energii całej galaktyki - coś na wzór cywilizacji "Gwiezdnych wojen"
Nie trudno zauważyć, że ziemska cywilizacja jest dopiero w żłobki pierwszej kategorii. W tamtym czasie zaobserwowano potężne źródło fal radiowych z kosmosu, które oznaczono jako CTA102 i w 1963 r. Kardaszew wysunął hipotezę, iż jest to sygnał wysłany przez cywilizację typu 2 lub nawet 3. Czas jednak skorygował wnioski Kardaszewa - CTA102 okazał sie bowiem kwazarem, a nie sygnałem wysyłanym przez obcych.
W roku 1967 Jocelyn Bell natrafiła na rytmiczne impulsy radiowe, nadchodzące z dokładnością co 1,3 s. ogłaszając odkrycie dopiero w następnym roku i przyznając, że nie wiadomo, co to jest. Podświadomie wytłumaczenie tego zjawiska nasuwało się samo - wiadomość od obcych. Ale przecież impulsy powtarzały się regularnie, więc nie miało to sensu - źródło nazwano przekornie LGM (małe zielone ludziki). Wkrótce okazało się, że takich LGM jest całkiem sporo rozsianych po całym niebie. Okazały się one być wymyślonymi kilkadziesiąt lat wcześniej gwiazdami neutronowymi (pulsarami). A zatem nie było to odkrycie obcej cywilizacji, lecz równie niezwykłe zjawisko.
Czasami bywa, że przechwytywane sygnały, czy wręcz wiadomości od obcych oczekują całe dziesięciolecia na wyjaśnienie. Tak było mw przypadku głośnego ostatnio sygnału "wow!", który Jerry Ehman w ramach programu SETI odebrał 15 sierpnia 1977 r. Sygnał trwał 72 s. , miał częstotliwość bliską linii wodoru o niezwykle wąskim paśmie. Pasował wręcz idealnie do oczekiwanego, sztucznie wygenerowanego sygnału. Wyjaśnienie okazało sie jednak bardzo prozaiczne - sygnał pochodził z obłoku wodorowego, otaczającego kometę. Także i tym razem nadzieja na kontakt z obcymi została utopiona w "szklance rzeczywistości".
Najświeższe są jednak chyba FRB, o których pisałam w artykule tajemnicze błyski radiowe. Zarejestrowany po raz pierwszy w 2001 r. , na sygnał nałożyły się różne częstotliwości, trwające zaledwie 5 milisekund. Do dziś zarejestrowano 11 tego typu sygnałów. Jak się okazało, mają one jedną wspólną cechę: stosunki ich domniemanej odległości od Ziemi są wielokrotnością liczby 187,5! Wynik ten zaskoczył naukowców - czemu nie można się zresztą dziwić, bowiem szansa na przypadkowość takiej prawidłowości wynosi 5 do 10 000 - jest więc naprawdę znikoma, ale nie niemożliwa. Na dzień dzisiejszy naukowcy nie są w stanie wyjaśnić tego zjawiska.
Poszukiwania życia pozaziemskiego trwają i jestem przeświadczona, że jeśli ludzkość do tego czasu sama się nie wyeksploatuje, to z pewnością kiedyś je odkryje. Ale czy będzie to cywilizacja (pomijając klasyfikację Kardaszewa), czy najprostsza forma życia? Osobiście stawiam na prostotę, choć oczywiście pierwszej możliwości nie wykluczam definitywnie. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że gdy już odkryjemy obcą nam formę życia, nie stanie się ona (bez znaczenia czy technologicznie, czy na poziomie energetycznym, czy komórkowym) zagrożeniem dla naszego rodzimego, ziemskiego życia.





góra  strony...





Dorota Kuryło